Pisałem już wielokrotnie o możliwości bezwizowego odwiedzenia Białorusi. Opisywałem także jakie formalności trzeba dopełnić przekraczając granicę rowerem. Dzisiaj będzie o wjeździe na Białoruś bez wizy samochodem, kamperem.

Pod koniec sierpnia pojechaliśmy do Grodna, korzystając z możliwości odwiedzenia części obwodu grodzieńskiego na zasadach bezwizowych.

Obecnie można odwiedzić w ten sposób dwa obwody – grodzieński i brzeski. Oba dostępne są częściowo i obecnie (wrzesień 2019), nie można przejechać z jednego do drugiego. Niedawno prezydent Łukaszenka podpisał dekret, który umożliwi odwiedzanie całej strefy leżącej przy granicy z Polską. Przepisy mają wejść w życie 1 listopada 2019. Jak będzie – okaże się.

W każdym razie cały poniższy opis dotyczy Grodna, oraz przejścia granicznego Kuźnica Białostocka – Bruzgi. Analogicznie sytuacja wygląda na przejściu granicznym z obwodem brzeskim, choć może się różnić szczegółami.

Tak więc od początku od procedury uzyskania pozwolenia na wjazd bezwizowy.

Jest ona analogiczna jak opisywana przeze mnie procedura wjazdu rowerem przez przejście w Białowieży, więc tylko skrótowo.

Do wjazdu samochodem potrzebne są: paszport, ubezpieczenie medyczne, pieniądze, zielona karta, deklaracja celna, oraz dokumenty bezwizowe (pozwolenie).

Aby uzyskać pozwolenie, trzeba wejść na stronę jednego z pośredników, czyli tzw. firm turystycznych i wykupić minimum „dwie usługi turystyczne”. Te dwie usługi turystyczne są domyślnie podtykane pod nos, podczas wypełniania formularza. W moim przypadku była to jakaś 5 minutowa przejażdżka taksówką i bilet wstępu do jednego z muzeów. Jest to oczywiście jedna wielka fikcja, służąca temu, aby zapłacić w sumie 60 zł od osoby.

Nie będę podawał adresów pośredników, wystarczy wpisać w gogle „Białoruś bez wizy”.

Co ważne – należy w formularzu wpisać dokładne dane z paszportu – Imię lub imiona, nazwisko, datę urodzenia, numer paszportu. Wszystko musi się dokładnie zgadzać z paszportem. Dane należy wpisać bez polskich znaków, tak jak stoi w paszporcie. Paszport musi być ważny minimum pół roku.

Po wypełnieniu wniosku i opłaceniu on-line, na maila przychodzą dokumenty, które należy wydrukować i podpisać, oraz oczywiście zabrać ze sobą na granicę.

Ubezpieczenie – część z firm umożliwiających wyrobienie pozwolenia oferuje ubezpieczenie niejako w pakiecie. W przypadku innych należy wykupić je osobno. Wszyscy pośrednicy podpowiadają gdzie zakupić ubezpieczenie. Więcej o tym, oraz gdzie kupić, jeśli nie ma w ofercie firmy w której wyrabiamy dokumenty znajdziecie w przywoływanym przeze mnie artykule o wjedzie rowerem do białoruskiej Puszczy Białowieskiej.

Pieniądze – trzeba mieć 51 BYN, na każdy dzień na osobę. To jest w chwili obecnej ok 100 zł, w dowolnej walucie. Nam nikt tego nie sprawdzał, acz mieć trzeba i w każdej chili można się spodziewać, że każą Wam pokazać pieniądze. Pieniądze, to nie karta debetowa/kredytowa, to gotówka.

Deklaracja celna.

Aby ułatwić sobie odprawę i nie stresować się wyplenianiem deklaracji celnej na granicy można (nie trzeba, acz rekomenduję) zarejestrować się wcześniej, w elektronicznym systemie odpraw celnych.

Adres do internetowego systemu w języku angielskim: http://93.84.112.51:8081/EpiFiz/?lang=en

Należy w nim podać dane kierowcy (nie właściciela! no chyba, że jest kierowcą 🙂 ), dane pojazdu jak VIN, numer rejestracyjny i typ pojazdu. W przypadku specjalnego kempingowego, wybiera się „specjalny osobowy”.

Podać też należy wartość pojazdu. Całość jest stosunkowo prosta i nie powinna zająć więcej niż 5 minut. Formularz jest po rosyjsku i angielsku. Deklarację wypełnia się tylko jedną – wjazdową, a w typie deklaracji wybiera się – wwóz czasowy.

Jeśli wypełnienie tego formularza wydaje się Wam zbyt skomplikowane, można go wypełnić na granicy. Zajmie to więcej czasu, a czas stania na granicy znacznie się wydłuży, ale jak kto lubi.

Jeśli samochód zarejestrowany na osobę fizyczną, kierowcę, lub pasażera który jedzie autem, białoruska strona nie wymaga żadnej pisemnej zgody od właściciela pojazdu. Jeżeli samochód jest w leasingu lub firmowy,  zgoda na wyjazd samochodu poza teren UE czasem może być konieczna i wymagana przez polskie służby. Nie trzeba takiej zgody tłumaczyć na język białoruski, sprawdzać mogą to podobno tylko służby polskie.

Wyjazd z Polski.

Podjeżdżając do przejścia zobaczycie dwie kolejki – jedna gigantyczna tirów, druga ciut mniejsza samochodów osobowych. Będą to w większości auta na białoruskich tablicach. Obie kolejki można ominąć ostrożnie bokiem i wjechać na przejście pasem opisanym jako „VIP” i skierować się do bramki opisanej EU. Obywatele Unii Europejskiej i Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej nie muszą stać w kolejce z białoruskimi autami. Należy stanąć do szlabanów pod flagą Unii.

Tam trzeba poczekać na znak strażnika granicznego, podjechać pod okienko i okazać paszporty, oraz dowód rejestracyjny pojazdu. Strażnik może tez się pofatygować i kazać otworzyć boczne/tyle drzwi lub bagażnik w zależności czym jedziecie.

Po tej formalności jedziecie dalej, przez pas ziemi niczyjej i wjeżdżacie na stronę białoruską.

Na wstępie jest punkt kontrolny, w którym strażnik graniczny zapisuje numer rejestracyjny i ilość osób w aucie i wydaje tradycyjny na Wschodzie „talończik”. Talończik, czyli kartkę, na której będziecie zbierać pieczątki i podpisy z kolejnych etapów przekraczania granicy i zdacie go na końcu.

Jedziecie dalej i trafiacie znowu na kilka kolejek. Jeśli wypełniliście deklarację celną on-line poszukajcie na tablicach świetlnych napisu po rosyjsku EPI – ЭПИ. Najpewniej, będzie to skrajnie prawy pas. Trzeba się na nim ustawić i powoli podjeżdżać. Jest on z reguły całkowicie pusty, jednak dojazd do niego jest łącznie z innymi pasami, więc swoje i tak trzeba odstać.

Jeśli nie macie wypełnionej deklaracji, będziecie musieli ją wypełnić na miejscu, musicie w takim przypadku stanąć na którymś z „czerwonych” korytarzy. Są wyraźnie oznaczone tablicami świetlnymi. Deklaracje są po rosyjsku, można poprosić o wersję po angielsku.

Po dojechaniu do linii stop, przed wjazdem na punkt kontrolny, trzeba wziąć paszporty, pozwolenie, ubezpieczenie i zieloną kartę i udać się do pierwszej z czynnych budek  której są strażnicy (żołnierze) służby granicznej Białorusi. Tam jest odprawa paszportowa. Kierowca daje swój paszport i dokumenty pojazdu, pasażerowie swoje paszporty. Zeskanują, pogrzebią w komputerze, popytają po co i gdzie i oddadzą paszporty. Tutaj w naszym przypadku było niemiło. Nie wiedzieliśmy kto co powinien dać, więc dałem cały komplet dokumentów, wraz z paszportem mojej szanownej małżonki, razem z moim. Obrażony na cały świat strażnik graniczny był oburzony, że tego nie wiem. Ciskał paszportem, burczał coś pod nosem i w ogóle był nieprzyjemny. Standard, jak to na Wschodzie… 🙂 Nie należy się tym zrażać. Potem było już miło i profesjonalnie. Strażnik podbije się na talończiku i na tym koniec odprawy paszportowej.

Następnie podejdzie inny strażnik graniczny i każe otworzyć drzwi/ bagażnik, zajrzy do środka, także odhaczy się na talończiku i każe jechać dalej.

Podjeżdżacie do samego końca do szlabanu. Tam w dłoń wydrukowaną elektroniczną deklarację, paszport kierowcy, dowód rejestracyjny auta, talończik i są dwie opcje. Albo czekacie cierpliwie przy aucie, aż podjedzie celnik/celniczka. Albo pod okienko odprawy celnej aby się zaanonsować (sugeruję to drugie). Celnik tak i tak podjedzie do auta ale jak się mu (jej) pokażecie to przynajmniej Was zauważy 🙂 i każe poczekać przy samochodzie. Taki „wyższy standard” odprawy elektronicznej. Załatwiają wszystko ciut szybciej i sprawniej przy aucie. Po przyjściu celnika standardowo sprawdzenie VIN-u, pytania co wieziecie i czy aby na pewno nic zabronionego. Zabiorą dokumenty i każą poczekać. Po kilku minutach celnik wróci, da do podpisu dwie kopie deklaracji. Jedna zostaje na przejściu, drugą dostajecie do garści . Trzeba jej pilnować, będzie potrzebna przy wyjeździe! Oczywiście odhaczenie na talończiku, szlaban w górę i jedziemy dalej, na ostatni punkt.

Tam znowu strażnik graniczny, dajecie mu talończik, kolejna kontrola wzrokowa auta, szlaban w górę i jesteście na Białorusi.

Całość zajęła nam ok jednej godziny, na przejściu było praktycznie pusto (1 w nocy czasu białoruskiego).

UWAGA – na przejściu nie wolno robić zdjęć!

Wyjazd z Białorusi:

Procedura jest podobna, acz troszkę się różni.

Wjazd na przejście, tu kolejki nie da się ominąć, stoicie jak wszyscy. Strażnik daje w garść talończik  i wjeżdżacie na przejście. Wybieracie czerwony pas, zielonym jadą głównie Białorusini i Rosjanie.

Stoicie i czekacie.  Podchodzi celnik, trzeba mu dać talończik, dowód rejestracyjny, deklarację celną otrzymaną na wjeździe i paszport kierowcy. Powoli podjeżdżacie do budki celnika. Jak będą przed Wami 2-3 auta, trzeba się pofatygować do budki strażnika. Tam dostaniecie z powrotem swój paszport. Proponuję uzbroić się w cierpliwość – to potrwa. W moim przypadku 2 godziny od wjazdu, do otrzymania paszportu, a aut było raptem 10 przede mną. To oczywiście nie koniec czekania. Po otrzymaniu paszportu i talończika należy podjechać do kolejnej budki, tym razem jest to kontrola paszportowa. Tu analogicznie jak przy wjeździe na Białoruś trzeba dać swój paszport i dowód rejestracyjny. Pasażerowie dają osobiście swoje. Pieczątki w paszport, kontrola wzrokowa zawartości auta i szlaban w górę. Jedziemy dalej. W sumie to pełzamy…

Po drodze jest sklep wolnocłowy. Można w nim zaopatrzyć się w dobra procentowe. Powolutku podjeżdża się do ostatniego punktu – szlabanu, gdzie zdaje się talończki i wjeżdża na stronę polską.

Tam jak już dotrzemy do pierwszego szlabanu, trzeba wjechać na matę „odkażającą” stanąć na niej autem, wysiąść i stanąć na niej butami i pojechać dalej.

Tutaj jeśli nie mamy niczego do oclenia (czyli tylko to co można wwieźć, zgodnie z normami wwozowymi do UE) wybieramy zielony korytarz, ze znaczkiem UE. Będzie tam najkrótsza kolejka i powinno pójść w miarę sprawnie.

W miarę, bo polskim celnikom się nie spieszy i nawet króciutka kolejka, to kilkanaście do kilkudziesięciu minut stania.

Pierwsza budka – kontrola paszportów, podchodzi każdy ze swoim, kawałek dalej druga budka – celnicy.

My trafiliśmy na wyjątkowego buraka, który podlaskim zaśpiewem walił jakieś debilne teksty, o tym, czego wolno a czego nie wolno nam przewozić. Wg. niego to co jest „normą” to mogą tylko przewozić miejscowi,  a nie miejscowi nie mogą niczego. Cham przeszedł ze mną od razu na per „Ty”. „Co tam wieziesz”, „ile tego masz”, „gadaj szybko”, „pokazuj wódę i fajki” , „jedź nie blokuj”. W porównaniu z profesjonalną, choć także powolną obsługą po stronie białoruskiej, to wręcz przepaść cywilizacyjna. Nie spodziewałem się, że jeszcze takie chamiska pracują w służbach i że tak ostentacyjnie mogą pogardzać osobami przekraczającymi przejście graniczne.

Po spotkaniu z celnikiem i wzrokowej kontroli samochodu, szlaban w górę i jesteśmy w Polsce.

W naszym wypadku całość zajęła bite 4 godziny, w niedzielę „niehandlową”, gdzie ruch na przejściu jest podobno niewielki…

Tak wygląda cała procedura w jedną i w drugą stronę. Jestem miło zaskoczony obsługą po stronie białoruskiej. Miło, sprawnie i profesjonalnie, za wyjątkiem pierwszej kontroli paszportowej, acz porównując to z obsługą po stronie polskiej to i tak był to spacerek.

W kolejnym odcinku pokażę Wam kilka miejsc gdzie można stanąć kamperkiem, oraz opowiem o zasadach pobytu i obowiązku meldunkowym.

Czuwaj! 


3 komentarze

Odpowiedz na „EdytaAnuluj pisanie odpowiedzi