hel korki_06

Zawsze fascynowało mnie to jak ludzie tłumnie ciągną w sezonie na Półwysep Helski.

Co roku wygląda to tak samo . Korki na drodze do Półwyspu zaczynają się już w Rumi na krajowej 6-tce. Potem jest już tylko gorzej. Reda – zjazd na drogę 216 – pół godziny w korku. Przed Puckiem kilkanaście minut żeby wjechać na rondo.  Swarzewo – Władek kolejne pół godziny jak nie więcej.

W drodze powrotnej podobnie – Kuźnica – Władysławowo – godzina nie nasza, Swarzewo – Puck kolejne pół godziny, przed Redą wjazd na 6-kę też często pół godziny.

Ludzie stoją i klną na czym świat stoi.

Stoją jadąc w tamtą stronę wydać ciężko zarobione pieniądze szlajając się po Władku czy Juracie, szlifując miejscowe deptaki, kupując dalekie od świeżości smażone w śmierdzącej fryturze ryby “prosto z kutra i nie tylko” za grubą kasę, chodząc od budy z chińskim badziewiem “wszystko po 6 zł i nie tylko”   do “najlepszego kababu na Półwyspie i nie tylko”, stawiają swoje auta na parkingu z “cieniem przez cały dzień” za 4 zł za godzinę (parkingi to chyba jedyne miejsca bez dopisku “i nie tylko” za to właściciele stawiają na słowo “cień”) i jeśli mają szczęście i akurat nie leje i jest ciepło leżą w ścisku na plaży gdzie każdy ma do dyspozycji cały metr kwadratowy piasku tylko dla siebie.

FLUMI2106143hel_41_hel-parking IMG_20140621_192016_hel-parking

Stoją wracając z pustym portfelem, zmoknięci, zziębnięci z nadzieją , że znów za rok urlop i może tym razem pogoda dopisze i będzie można się potaplać w zasyfionej sinicami Zatoce.

Ale było fajnie, połazili po “deptakach” od budy z dykty do budy z brezentowej płachty, nakupili rodzimych oscypków , czapek kapitańskich, muszelek z napisem Jastarnia i pluszowych różowych fok, dzieciaki nabawiły się co niemiara “helem do gadania” po 5 zł za “sztacha” i pojeździły “rowerowymi gokartami ” albo ostatnim hitem “jednorożcami na kółkach” (10 zł za 15 minut) , nastolatki dumnie prężą nowe tatuaże z henny po 10 zł za sztukę, brzuchy zapełnione dorszem “prosto z kutra” (szkoda, że nie wiedzą że lipiec i sierpień to sezon ochronny dorsza i łowić go nie wolno więc na pewno jest bardzo świeży…) .

Najbardziej dziwią mnie ci wszyscy którzy stoją na rejestracjach z Katowic, Krakowa, Wrocławia, Poznania i innych południowo-zachodnich rejonów Polski.

Mając tak blisko, i na pewno dużo lepszy i szybszy dojazd nad piękne plaże Adriatyku, Morza Śródziemnego czy choćby nad Balaton gdzie jest czyściej, ładniej i często dużo taniej a do tego pogoda niemal gwarantowana wybierają Półwysep Helski…

Patrioci ?…

Stolica kiczu, festyn jakich mało we współczesnym świecie czyli Półwysep  Helski zaprasza! jedźcie rodacy do Władka korki już są , jest fajnie.

Poniżej zdjęcia z soboty i niedzieli 21/22 czerwca, tydzień do rozpoczęcia wakacji i sezonu  urlopowego:

hel korki_06 hel korki_03 hel korki hel korki_04

13 komentarzy

  1. foniek

    Tak nie jest. Plaże nad Adriatykiem kamieniste, ceny niestety wyższe, jedzenie też zależy jak się trafi. Aczkolwiek masz rację, gdybym mieszkał w Krakowie to nie pchałbym się nad Bałtyk.

    Odpowiedz
    • vadim

      Oczywiście trochę generalizuję, ale plaże Włoskie typu Grado czy Caorle – piaszczyste i jedne z najładniejszych na jakich byłem , pogoda od maja do października niemal gwarantowana, ceny – moim zdaniem dużo niższe – majowy długi weekend spędziłęm w Caorle za nie całe 1000 zł – apartament + wyżywienie na dwie osoby w tym samym czasie moja znajoma była w Jatsrzębiej Górze wydała 2500 zł i lało cały czas a temperatura nie przekraczała 14 stopni… Ja wybieram jednak Adriatyk 🙂 Pozdrawiam!

      Odpowiedz
      • Rysio Pysio

        Na tej samej zasadzie licząc, miniony długi weekend na płw spędziłem za mniej więcej 700zł na 2 osoby, razem z dojazdem i nie mieszkając na campingu. Tak się nie da liczyć, bo trzeba wiedzieć co się porównuje. Ja akurat jeżdżę na płw helski żeby popływać i pogoda mi niestraszna, za to rzeczywiście nie rozumiem tłumów rodzinek z dziećmi, które jadą tam chyba tylko po to żeby mieć blisko do fokarni, gdyby akurat padało (czyli w 80% przypadków). Z Warszawy nad Adriatyk musiałbym za te 4 dni liczyć przynajmniej drugie tyle, o ile wybierałbym dojazd możliwie dużą ilością dróg bez opłat, do tego jednak te 1100-1200km robi się w okolicach 12h, a na płw dojechałem w 5 a wróciłem w 6 (przy założeniu +/- przepisowej jazdy). Pytanie jaki jest sens jechać na długi weekend nad Adriatyk gdy spędzi się cały jeden dzień w samochodzie. Jak się chce mądrze, przystępnie cenowo i z opcją odpoczynku to się wybiera samolot i nie jedzie do “apartamentu” w Jastrzębiej albo Mielnie za 3tys na 2 tyg, tylko leci gdziekolwiek za podobne pieniądze.

      • vadim

        W pełni się zgadzam i jak już pisałem w poprzednim komentarzu nigdzie nie piszę o “kajtowcach”. Wiem , że to miejsce jesc podobno super do pływania , latania czy jak to tam się fachowo nazywa – zgadza się – zauważ że w artykule opisałem włąśnie tą drugą i jednak o wiele wiele liczniejszą grupę “turystów”. Pozdrawiam!

      • Rysio Pysio

        Tej drugiej, większej “szarej masy” nikt nijak nie jest w stanie zrozumieć. Ciekawe, że wszyscy wyśmiewają ten dziki tłum, a on jednak ma się dobrze, nie maleje, a wręcz mam wrażenie, że rośnie w siłę.

      • vadim

        No właśnie i o tym fenomenie jest mój wywód 🙂 Pozdrawiam!

  2. surfek

    Trochę się namieszało autorowi. Pomieszał on mianowicie turystów typu “skarpeta pod sandał” i “disko ponad wszysko” z kite i windsurferami. Owszem wszycy oni tworzą korki na “kosie”, ale tylko ta druga grupa korzysta z uroków świetnego akwenu, jakim jest Zatoka Pucka i w mojej opinii nie mają oni lepszej alternatywy. Bez rafy, słonej wody, jeżowców oraz z płaską i płytką wodą ciężko jest znaleźć lepsze miejsce w obrębie 1000 km od stolicy. W weekend czerwcowy była obiecująca prognoza wiatrowa i stąd wielu adeptów w/w sportów przyjechało w to miejsce. Ponad to wielu z nich traktuje nasz rodzimy spot jako jeden z wielu, które odwiedzają w roku.
    Jako osoba pływająca omijam “Władek” szerokim łukiem i jeśli nie muszę to nie pojawiam się tam w ogóle. To samo tyczy się większości tzw “dresiarzy” którzy nie zapuszczają się dalej niż do portu – no chyba że chcą zobaczyć jak karmi się foczki w Helu… 😛

    Odpowiedz
    • vadim

      @surfek ale ja nie piszę ani słowa o kite i windserfurech tylko o samym fenomenie tego miejsca. Tych uprawiających te sporty jest trochę , zgadza się ale większość jednak przyjeżdża tam poszlifować chodniki właśnie w tej skarpecie i “kubotach”. Nie powiesz chyba, że te tysiące samochodów dziennie to sami “kajtowcy” , że te tysiące ludzi na plaży we władku leżących jak śledzie i otoczonych każdy swoim parawanem to kitowcy. Nie mam nic zresztą do jednych i do drugich , ale nie ogarniam tego i już , jest tyle pięknych miejsc na świecie w zasięgu kilku godzin autem zwłaszcza z południa Polski, że nigdy nie pojmę co est fajnego w mega zatłoczonej plaży we Władku, śmierdzącej wodzie Zatoki co roku zakwitniętej sinicami i syfiastym jedzeniu z budy z dykty. Podobno są ładne widoki ale trudno je zobaczyć pomiędzy tysiącami banerów reklamujących jakieś badziewie. Ja też unikam tego miejsca, jeżdżę tam raz do roku, przeważnie przed sezonem lub po gdy nie ma korków. W tym roku byłem w ubiegły weekend – rowerem z Gdańska i wystarczy mi w zupełności. Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  3. smk

    Hel najlepszy na kite od stolicy w promieniu 1000km? 😀 chyba raczej w promieniu 350km od Wawy. No to właśnie widać jak ograniczone postrzeganie masz co do spotów. Jeździsz tam bo jest najbliżej i bo wszyscy tam się pchają. 2h drogi dalej masz Świnoujście. Kolejne 2h dalej Rugię w Niemczech (świetne wiatry, zawsze 4-5knotów więcej niż na Helu-srelu (gdzie zazwyczaj NIE wieje). W drugą stronę, jeszcze bliżej masz spoty na Litwie. No ale jak chce się polansować w niesamowicie drogich przyczepach to Hel jest spoko (innych plusów nie widzę, bo czas dojazdu w sezonie to wychodzi podobny licząc korki). Polecam wychylić nos poza Hel.

    Odpowiedz
  4. kite2man

    ja tam po zeszłorocznych przebojach na kampingu “maszoperia” przestałem jeździć na 0.5wysep – ceny masakryczne a wlaściciele mają cię kompletnie w dupie. Wynająłem w ubiegłym roku kamping za grubo ponad 1000 zł za 4 dni, a jak przyszła ulewa i zaczął przeciekać (okno dachowe) i poszedłem żeby nas przenieśli do innego albo naprawili to właścicielka łamaną polszczyzna odrzekła – wynajął to niech se naprawi! masakra! Nie polecam nikomu. w dupach się poprzewracało!

    Odpowiedz
  5. władek

    Hehe parking “cień” kuźwa czego to ludzie nie wymyślą, ale widocznie takie zapotrzebowanie, gdyby turysty nie pytały o parking z cieniem to żaden lokals czegoś takiego by nie wymyślił.

    Odpowiedz
    • vadim

      Tu się zgodze – jest klient na takie coś – jest i odpowiedź tubylców… tak jak i na to całe inne badziewie typu różowe foki , “hel do gadania”, czy gówniane tatuaże z henny…

      Odpowiedz

Komentarze