[to nie jest reklama, ani tekst sponsorowany]
Zdurniałem, bo jak nazwać to, że w wieku 40 lat, „wsiadłem” pierwszy raz w życiu na hulajnogę…?
No ale stało się, wsiadłem i chciałem ją Wam krótko pokazać i opowiedzieć, co to za ustrojstwo.
Tak wiec od początku.
Od jakiegoś czasu szukałem czegoś do przemieszczania się na krótkich dystansach, bez konieczności wyciągania z piwnicy roweru, czegoś co będę mógł wozić w bagażniku mojego „daily” samochodu i po dojechaniu na jakiś parking wsiąść i pojechać do miejsca docelowego bez pchania się tam autem. Czegoś, co w końcu będę mógł wziąć pod pachę, pojechać kolejką, autobusem czy tramwajem i do miejsca docelowego, oddalonego od przystanku, dotrzeć ciut szybciej niż na nogach.
Tak zaświtał mi pomysł hulajnogi. Hulajnogi z napędem ludzkim.
Dlaczego ludzkim, a nie elektrycznym zapytacie ? Przecież elektryki są coraz bardziej popularne i zapewniają bardzo szybkie przemieszczanie się ?
Otóż po pierwsze – najzwyczajniej w świecie nie stać mnie na elektryczną hulajnogę, po drugie jest za ciężka do przenoszenia jej np. do pociągu lub autobusu, po trzecie nie miałbym gdzie jej trzymać i ładować a po czwarte wolę się samodzielnie poruszać niż być przemieszczanym 🙂
Tak więc stanęło na „analogowej”. Trochę poczytałem, pooglądałem recenzji internetowych przed zakupem i zdecydowałem się na na wyrób decathlonowy – Oxelo Town 7 XL.
Dlaczego ta?
Po pierwsze – koła. Oxelo Town 7XL posiada koła o średnicy 200 mm. Koła pełne, nie pompowane, wykonane z twardego, acz stosunkowo elastycznego tworzywa. Koła łożyskowane są za pomocą łożysk ABEC 5. Identyczne mam w rolkach. Połączenie tej wielkości koła i dobrego łożyskowania, sprawia, że hulajnoga jedzie ładnych kilka, a nawet kilkanaście metrów po płaskim, za jednym odepchnięciem się. Można po prostu przemieszczać się stosunkowo szybko, mniej się męcząc.
Po drugie – zawieszenie. Oxelo posiada przednie i tylne zawieszenie.
Z przodu amortyzowana jest sztyca, z tyłu znajduje się sprężyna, na której zawieszone jest tylne koło.
Skok zawieszenia to zaledwie ze dwa centymetry, jednak to proste rozwiązanie „robi robotę”. Jazda po kostce, lub po nierównym chodniku, pomimo niepompowanych kół, nie powoduje nieprzyjemnych wstrząsów i wibracji.
Po trzecie – ogólna jakość wykonania. Hulajnoga wykonana jest większości z mocnego aluminium. Niektóre elementy są stalowe. Jakość wykonania jest bardzo dobra. Rączki kierownicy, pokryte gumą dają pewne trzymanie kierownicy.
Antypoślizgowa powierzchnia podestu trzyma nogę nawet wtedy, gdy podeszwa buta jest mokra. Jedzie się tym bardzo stabilnie, nawet przy dużych prędkościach. Oxelo wygląda solidnie, nie mam obaw wsiadając na nią że zaraz się rozleci, czy połamie. Konstrukcja zapewnia udźwig do 100 kg.
Bardzo sprawny jest także hamulec, uruchamiany poprzez nacisk stopy na tylny „błotnik”.
Po czwarte – możliwości złożenia hulajnogi. Hulajnogę Oxelo Town 7 XL można bardzo łatwo złożyć do pozycji transportowej.
Wystarczy poluzować dwie śruby (przy podeście i przy kierownicy) i wcisnąć dźwignię składania. Zajmuje to po dojściu do wprawy dosłownie kilka sekund. Składają się rączki, składa się sztyca kierownicy oraz sztyca w stosunku do podestu.
Przenosić można ją chwytając za sztycę kierownicy, lub przy użyciu paska, przerzucając hulajnogę przez plecy.
Oxelo Town 7 XL waży niewiele więcej niż 5,5 kilograma, więc przenoszenie nie sprawia problemu.
Po piąte – dostępność części zamiennych. W Decathlonie można kupić, za nieduże pieniądze, praktycznie wszystko co się może w takiej hulajnodze zużyć, bądź zepsuć. Są koła, kompletne zawieszenie z hamulcem, mechanizm składania i inne.
No dobra, a co z wadami? Ma jakieś ?
Otóż zasadniczo znalazłem trzy.
-
- Klekocze. Klekocze szczególnie na kostce, na chodniku z płyt i wszędzie gdzie jest ciut nierówno. Przednie i tylne zawieszenie w znacznym stopniu to eliminują i nie jest to jakieś mocny hałas, ale jednak jest. Pełne nie pompowane koła, plus trochę luźno spasowane elementy, plus pasek do przenoszenia z metalowymi klamrami powodują, że klekotanie podczas jazdy powstaje.
- Ma trochę za mały podest. Mam stopę rozmiar 46 i zajmuje ona prawie całą długość podestu.
Jadąc z górki, czy po dobrym odepchnięciu dłuższy odcinek po płaskim, nie jestem w stanie położyć drugiej stopy na podeście. Stawiam ją czubkiem palców za pierwszą, a co za tym idzie, nie mogę dać jej „odpocząć”. Ma to też swój plus – łatwiej i szybciej mogę nacisnąć na hamulec. Mam go cały czas pod kontrolą. Mimo wszystko, gdyby podest był ciut dłuższy, wygoda poruszania się byłaby większa. - Zjeżdżając przypadkiem na piach można wywinąć pięknego orła… Tak, o tym trzeba cholernie pamiętać. Cienkie koło powoduje w takiej sytuacji natychmiastowe zarycie się w piachu, hulajdusza staje dęba, a jej kierownik leci efektownie przez kierownicę, wykonując przy tym mniej lub bardziej udane salto, z padem płaskim na plecy. Nie pytajcie skąd to wiem…
Żadna z tych wad jednak nie dyskwalifikuje tego sprzętu.
Hulajnogi używam intensywnie od jakichś dwóch miesięcy i jestem z niej bardzo zadowolony. W tygodniu jeździ w bagażniku i wyciągam ją parkując gdzieś w centrum miasta.
Zawsze łatwej znaleźć wolne (a często darmowe) miejsce parkingowe trochę dalej od ścisłego centrum i dojechać kilometr, lub dwa hulajnogą, pozałatwiać co jest do załatwienia i wrócić.
Do sklepu, na pocztę, do paczkomatu też popindalam hulajnogą. Do tej pory chodziłem pieszo, bo rowerka nie chciało mi się wyciągać na odległości ok 1 – 2 km. Dojście na pocztę zajmowało mi ok. 20 minut w jedną stronę, „do lidla, do lidla” 15 minut, a do paczkomatu 10. Teraz jest to 10, 5 i 3 minuty. Oszczędność czasu znacząca.
Największa jednak jest kiedy jadę pobierać nauki w weekend. Droga na przystanek kolejki i potem z kolejki na uczelnię, zajmowała mi 30 minut + 15 minut. Teraz jest to 15 + 5.
Hulajnogę wożę w końcu cały czas w mojej karetce i wykorzystuję do zwiedzania okolicy, w której przebywam. Kamperek zostaje sobie na parkingu, czy miejscu w którym „biwakuję”, hulajnoga między nogi i w drogę.
Wszystko to, oczywiście przy założeniu, że jest utwardzona droga (chodnik, droga rowerowa, zwykła ulica). No i nie pada deszcz i nie ma silnego wiatru. Wtedy jazda hulajduszą staje się niezbyt bezpieczna (ślisko) i niezbyt przyjemna.
Summa summarum, znajduję ten zakup udanym, znacznie usprawnił poruszanie się po mieście i przyspieszył załatwianie codziennych czynności.
Opisywana hulajnoga kosztuje jako nowa, w Decathlonie, 450 zł. Nie jest to mało, powiem więcej – to jest całkiem sporo.
Na szczęście, wiele osób kupuje taki sprzęt pod wpływem chwili, pojeździ kilka, kilkanaście dni i rzuca w kąt. Potem lądują takie sprzęty na oeliksach i innych portalach ogłoszeniowych.
Tam też nabyłem drogą kupna swoją. Dałem za nią, po krótkich negocjacjach, 160 złotych polskich. Była w niemal idealnym stanie, w oryginalnym kartonie, bez najmniejszych wad. I to był dobry zakup i taką drogę pozyskania Wam rekomenduję 🙂
Czuwaj!
Artykuł powstał we współpracy z moim kontem bankowym, z którego środki zostały przekazane na zakup wyżej opisanego sprzętu jeżdżącego.
Leave a Comment