Zauważyłem, że coraz trudniej jest mi obyć się całkowicie bez gadżetów elektronicznych. Absolutnym minimum jest telefon komórkowy lub smartfon. Nie tylko jako gadżet, ale przede wszystkim jako narzędzie do ewentualnego wezwania pomocy, sprawdzenia połączeń promowych, pociągów, zamówienia biletów, zrobienia awaryjnego przelewu itp itd. Urządzenia te niestety są coraz bardziej prądożerne. Podróżując kilka, kilkanaście czy więcej dni rowerem z dala od cywilizacji, tudzież nie tak daleko, ale unikając jej 🙂 pojawia się problem z naładowaniem baterii takiego sprzętu.
Pisząc bloga używam też silą rzeczy kamery sportowej i aparatu fotograficznego. Te rzeczy także chcą prądu. Częściowo problem ten rozwiązują power banki. Naładowane do pełna baterie o dużej pojemności mogą pomóc, ale zgromadzona w nich energia też z czasem się wyczerpuje.
Od dłuższego czasu zastanawiałem się jak temu zaradzić. Zastanawiałem się na ogniwami słonecznymi, jednak w naszej szerokości geograficznej, a tym bardziej dalej na północ, gdzie najczęściej wybieram się na dłuższe wyprawy rowerowe nie zdają one całkowicie egzaminu i przy okazji są okropnie drogie. Przeczesując internet, różne polskie i zagraniczne zagraniczne fora i blogi znalazłem coś co mam nadzieję uniezależni mnie niemal całkowicie od źródeł prądu.
Tym rozwiązaniem jest ładowarka rowerowa firmy Kemo model m172n zasilana z dynama rowerowego.
Ma ona za zadanie zamienić to co „wypedałujemy” na prąd i naładować telefon, lampkę rowerową, czy – na co najbardziej liczę – power banka.
Co potrzebujemy aby zbudować taką rowerową elektrownię ?
– ładowarkę rowerową Kemo m172N (ładowarkę Kemo M172N można kupić np. tutaj)
– dynamo (dynama można kupić np. tutaj)
– 1 metr przewodu dwużyłowego
Jakie dynamo? W zasadzie dowolne, jednak najlepsze jest dynamo w przedniej piaście koła rowerowego. Daje ono napięcie rzędu 6 Volt i 3 Waty mocy.
Ładowarka będzie działała także ze zwykłym dynamem rowerowym, działającym na zasadzie tarcia o koło jednak sprawność takiego dynama jest dużo mniejsza, a przy okazji stawia ono bardzo duży opór. Takie dynamo nie działa także kiedy jest mokro – ślizga się po kole i po prostu nie kręci, a jak nie kręci to i prądu nie wytwarza.
Ja kupiłem całe nowe kompletne koło rowerowe z zamontowanym już dynamem. Koło ma średnicę 28 cali, jest identyczne z tym jakie miałem wcześniej, tyle że ma dynamo i nie ma szybkozamykacza. Niestety nie znalazłem w żadnych ludzkich pieniądzach koła z dynamem i szybkozamykaczem. To kosztowało dokładnie 116 złotych polskich + wysyłka.
Można kupić samo dynamo i komplet szprych i zapleść sobie koło samemu. Ja nie umiem i nie chce mi się, więc kupiłem gotowca. Dla maniaków lekkości roweru są inne, droższe, wszystko mające, nic nie ważące i kosztujące koszmarne pieniądze. Jest tego sporo w sklepach i na aukcjach jest w czym wybierać.
Ważne aby dynamo wytwarzało właśnie minimum 6 Volt i 3 waty energii.
Drugim zakupem jest wspomniana wyżej ładowarka Kemo m172n. To ciekawa konstrukcja, pochodząca co się rzadko zdarza nie z Chin a z Niemiec.
Ładowarka to dosyć spore plastikowe pudełko (wymiary: 70x62x42 mm). Od dołu posiada standardowe złącze USB. Od góry jest prosty mechaniczny przełącznik trybu pracy oraz dioda LED informująca o pracy i wytwarzaniu prądu.
To zlącza USB można podłączyć dowolny przewód USB zgodny z posiadanym urządzeniem. Ja większość gadżetów mam zasilanych przewodem z wtyczką microUSB.
Podłączenie jest bardzo proste. Trzeba rozkręcić obudowę urządzenia, podłączyć dwa lub trzy przewody – w zależności czy chcemy dodatkowo zasilać lampkę rowerową.
Ja używam lampki Mactronic Voyager z wbudowanym akumulatorkiem więc nie potrzebuję jej zasilać z dynama. Przewód trzeba poprowadzić po ramie, sztycy i widelcu do koła.
Tam podłączyć do standardowej wtyczki dynama. I to wszystko. Pozostaje tylko umocować w dogodnym miejscu samą ładowarkę. Miejsce trzeba wybrać tak aby łatwo można było podłączyć przewód USB oraz poprowadzić go do miejsca gdzie wetkniemy telefon czy power bank.
Tu z pomocą przyszedł mi opisywany niedawno uchwyt rowerowy z powerbankiem – opis tutaj . Zamocowałem go na kierownicy, ładowarka poniżej i wszystko śmiga jak ta lala.
Testowałem to na razie podłączając bezpośrednio telefon, a w zasadzie dwa. Nie jeździłem ostatnio zbyt długo – max 2 godziny więc test nie jest do końca dokładny. Dopiero całodniowa wyprawa pozwoli osądzić jak to w rzeczywistości wygląda i czy wystarczy by naładować power bank.
Na pierwszy ogień poszedł mój CAT B15. Caterpillar miał 17 % baterii, pracował tylko na „czuwaniu” w trybie dual sim z powyłączanymi GPS-ami, bluetothami itp. w ciągu 1 godziny i 20 minut normalnej jazdy z postojami na światłach, podjazdami pod górki itp (średnia prędkość 18 km/h) naładował się do 33%.
Jako drugi testowałem Samsung Galaxy Grand Prime. Czas jazdy i warunki podobne – trochę ponad godzinę, jazda miejska. Telefon miał włączony GPS, modem LTE i zrobiłem nim kilka zdjęć. W momencie wyjazdu miał 23% naładowania baterii , po powrocie miał………. 23% naładowania baterii 🙂
Czyli w sumie efekt osiągnięty, bateria co prawda się nie naładowała, ale też i nie ubyło w niej nic.
Zauważyłem także, że telefon zaczyna być ładowany po osiągnięciu prędkości ok 14 – 15 km/h, jadąc wolniej nie ładuje, ale dioda pracy ładowarki świeci tak więc np lampka była by pewnie zasilana przy niższej prędkości.
Jak to będzie z power bankiem, to się okaże. Mam takie trzy, dwa o pojemności ok 2200/2500 mAh drugi 5600 mAh (przynajmniej tak napisano na obudowach). Przy najbliższej okazji przetestuję ładowanie power banka i zaktualizuję ten wpis.
Koszty:
– koło z dynamem Shimano – 118 zł
– ładowarka Kemo m172n – 119 zł
– 1,5 metra przewodu – 3zł
– przewód USB-microUSB 1,5m – 10 zł
Czy warto ?
Wydaje mi się, że tak i że jest to jedyne sensowne rozwiązanie na ładowanie telefonu podczas kilku czy kilkunastodniowego pobytu w dziczy. Jak to się sprawdzi naprawdę czas pokaże, ale pierwsze efekty każą być dobrej myśli.
Leave a Comment