Najprostsza odpowiedź – kupić nowy akumulator…
Niby tak, ale… (zawsze jest jakieś ale).
No dobra od początku. 3 lata temu kupiłem w markecie Jula wkrętarkę Meec Tools.
Zwykłą, niedrogą, całkowicie amatorską wkrętarkę akumulatorową Meec. Wkrętarka ta zasilana jest akumulatorem 12V o pojemności ok 1,3 Ah.
Po trzech latach dzielnej pracy, podczas której używałem jej m.in. do prac związanych z położeniem ok. 10 kilometrów kabla sieciowego, zbudowania mojego poprzedniego micro campera Seata Inca, oraz wszelkich innych mniejszych i większych prac domowych, wkrętarka zaczęła niedomagać.
Raz, że akumulator zamiast 3 godzin ładował się ok pół godziny, a co za tym idzie czas pracy skrócił się drastycznie, to jeszcze przy jakimkolwiek większym obciążeniu wkrętarka stawała dęba. Przestawała po prostu pracować, zatrzymywała się, gdy tylko poczuła jakiekolwiek obciążenie. Trudno było wykręcić jakikolwiek mocniej „siedzący” wkręt, o wierceniu w ogóle nie było mowy.
Myślałem z początku, że padła cała wkrętarka. Podłączyłem jednak inny, sprawny akumulator pożyczony od znajomego i działała na nim „jak ta lala”. Tak więc, diagnoza jednoznaczna – akumulatorek do wymiany.
Wsiadłem więc w auto i pojechałem do Jula. Tam, na miejscu okazało się, że dalej mam problem…
Dlaczego? Otóż nowy akumulator do tej wkrętarki kosztuje 89,99 zł:
a nowa wkrętarka z takim samym akumulatorem 99 złotych…:
Gdzie tu logika ? O co tu chodzi ? Czy Jula zależy na tym aby wyrzucić sprawny, dobry, działający sprzęt na śmietnik i kupić nowy ?
Szwecję, Szwedów, szwedzkie podejście do życia wręcz uwielbiam. Ich dbałość o środowisko, ich styl życia, ich kraj. Jeżdżę tam często, zawsze z wielką ochotą i nie mogę się już doczekać kiedy znowu będę w Szwecji.
Dlatego też lubiłem zawsze sklep Jula. Chociaż większość rzeczy tam sprzedawanych pochodzi z Chin, to jednak mają one w sobie tą odrobinę „szwedzkości”. Praktyczność, dobrą jakość i jak mi się dotąd wydawało, choć odrobinę tego czegoś, co sprawia, że ten kraj zawsze kojarzył mi się z idealnym miejscem do życia – odrobinę tego ich podejścia do środowiska naturalnego i poszanowania pewnych wartości. Nie bez przyczyny popularne są tam Loppemarked’y – miejsca w których używane, niepotrzebne już komuś rzeczy, za niewielkie pieniądze zyskują drugie życie.
Takie drugie życie, chciałem dać mojej wkrętarce. Jednak przy takiej cenie za akumulator i takiej cenie za nową wkrętarkę stwierdziłem, że kurna coś tu jest nie tak.
Albo ktoś ze mnie robi durnia, albo szwedzkie wartości zderzyły się czołowo z polskimi.
Ale nic to, postanowiłem i tak coś wymyślić, bo nie wyrzucę sprawnego sprzętu tylko dlatego, że zdechła w nim bateria.
Wróciłem do domu i rozebrałem baterię od wkrętarki. Okazało się, że tak jak przypuszczałem, jest tam pakiet stworzony z trzech akumulatorków typu 18650. Dosyć marnych dodam, chińskich o pojemności bodaj 1300 mAh każdy.
Pierwszą myślą była ich wymiana na inne, nowe, może o większej pojemności. Koszt takiej operacji, przy zakupie akumulatorków bezpośrednio w Chinach, wyniósł by maksymalnie 30 zł . Był tylko jeden problem . Akumulatorki zostały zgrzane w taki sposób, że po rozebraniu starego pakietu, bez zgrzewarki pakietów nic bym nie zdziałał. Zastosowano tu duże, nietypowe blaszki, przylutowane dosyć specyficznie do płytki drukowanej układu ładującego i zgrzane z akumulatorkami. Przypuszczam, że celowo – aby nie udało się łatwo, za pomocą lutownicy tego zdemontować i zamontować nowych.
Nic to. Stwierdziłem, że jeśli pakiet ma 12 V, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby zasilić wkrętarkę z akumulatora samochodowego.
Wkrętarki używam obecnie głównie podczas przeróbek mojego nowego camperka, czyli w samochodzie. Stracę pełną mobilność i wolność od kabli, ale uniknę kupowania nowego urządzenia, tylko dlatego że padła w nim bateria.
Tak więc przystąpiłem do dzieła.
Przeróbka jest bardzo prosta. Wciąłem pakiet zasilający wraz z układem ładującym. Pozostały tylko dwa przewody. Czerwony plusowy i czarny masowy. Do tych przewodów podłączyłem przewód o przekroju 0,75 mm2. Taki akurat miałem pod ręką.
Na przewodzie plusowym dałem oprawkę do bezpiecznika, w który wsadziłem bezpiecznik 30 A.
Na końcach przewodów dałem zwykłe „żabki”, które zostały mi po jakichś spalonych przewodach rozruchowym made in Biedronka (dziadowstwo straszne).
W obudowie wywierciłem niewielki otwór, przez który przeprowadziłem przewody.
I tak oto powstała wkrętarka akumulatorowa, z ciut większym niż standardowym akumulatorem 🙂
Zamiast 1,3 Ah, jest 65 Ah 🙂
Wkrętarka działa jak nowa. Posłuży mam nadzieję, jeszcze parę ładnych lat.
Zamiast dużego stacjonarnego akumulatora, można to z powodzeniem podpiąć do małego 12 voltowego „żelka” . Taki o pojemności 7,5 Ah, kosztuje jakieś 40 zł, czyli mniej niż połowę ceny jaką życzy sobie Jula za 1,3 Ah.
Mobilność oczywiście jest w takim rozwiązaniu ograniczona. Uważam jednak, że do prac domowych, czy tak jak ja używam tego w kamperku, przy braku możliwości wpięcia się do sieci 230 V, rozwiązanie takie doskonale się sprawdzi.
Przy okazji koszt całej operacji powinien zamknąć się w kwocie maksymalnie 15 złotych, nie licząc akumulatora oczywiście.
A do sklepu Jula, mam tylko jedno – robicie to źle.
Leave a Comment