Pogoda dzisiaj piękna więc trzeba było wybrać się na przejażdżkę rowerową.
Pojechałem z Karczemek do Kiełpina Górnego, tam przez las do Otomina.
W Otominie w prawo do Sulmina (droga przez las jest okropna,zawsze mam obawy czy kamloty na drodze nie potną mi opon, a w dodatku ludzie samochodami robią sobie na tej wąskiej leśnej drodze tor wyścigowy.
W Sulminie przy „galerii” pod górę i w las za boiskiem w kierunku Kolbud.
Droga przez las w większości jest już sucha i przejezdna, jednak w fatalnym stanie po zimie – dziury , wyrwy i koleiny. Trasa raczej na rower górski niż na cienkooponiasty rower trekingowy.
Z Kolbud wzdłuż trasy 221 (fajna droga rowerowa) pojechałem do Bąkowa i tam odbiłem w kierunku Straszyna. Ze Straszyna wzdłuż Raduni dojechałem do Juszkowa .
Po drodze trafiłem w końcu na drogę rowerową biegnąca nad brzegiem Raduni. Piękna choć krótka trasa. Kończy się na elektrowni wodnej w Juszkowie. Cisza spokój pusto, słonecznie. Świetne miejsce, szkoda że kompletnie brak oznakowania jak tam trafić.
Ponadto od strony Straszyna aby dostać się na tą drogę trzeba zejść po stromych schodach. Jakiś inteligent projektując to , a kolejny zatwierdzaąc projekt nie pomyślał o tak prostej i cholernie ułatwiającej życie rowerzystom rzeczy jak kawałek płaskiego betonu po którym można by sprowadzić rower na dół. Ludzie sobie radzą i wydeptali ścieżynkę wzdłuż schodów, ale chyba nie o to chodzi.
Od strony Juszkowa także nie ma nawet najmniejszego znaku informującego o tym gdzie znajduje się ta droga, a wejście do niej prowadzi przez malutką bramkę przy elektrowni, którą znaleźć nie jest łatwo nie znając okolicy.
Z Juszkowa pojechałem już prosto do Pruszcza, dalej wałem nad kanałem Raduni do Gdańska i Kartuską wspinaczka do góry na Karczemki.
Wszystkiego wyszło troszkę ponad 50 km (pierwsza 50-ka w tym roku 😉 )
Leave a Comment