Bornholm jak i cała Skandynawia to wyjątkowo bezpieczne miejsce. Tu nikt niczego nie kradnie, nikt nikomu niczego nie zabierze, nie zepsuje. Co najwyżej pomoże, udzieli dobrej rady, uśmiechnie się (to jest najbardziej podejrzane dla Polaka , Polacy przecież się nie uśmiechają do obcych… chyba że geje…)
Czytając kroniki policyjne lokalnego portalu bornholm.nu możemy dowiedzieć się m.in. że Pani Ruth znalazła w swoim ogródku jamnika który na nią groźnie warczał, że mieszkańcowi Svaneke zaginął podczas wichury 2 metrowy dmuchany krokodyl, a pies w bagażniku Volvo kombi zaparkowanym na słońcu pod Netto w Nexo (co prawda w otwartym ) miał tylko pół miski wody i policja skutecznie zainterweniowała każąc przestawić auto w bardziej zacienione miejsce. Są też groźniejsze przestępstwa – w lipcu zatrzymano Polaka który miał przy sobie marihuanę, w Aarsdale było włamanie – pijana dunka ukradła z lodówki butelkę piwa i pęto kiełbasy, oraz zatrzymano kilku pijanych kierowców ( tak… Polaków…)
Polacy w wielu przypadkach postrzegani są przez miejscowych jako swoiste dziwolągi które wszystkiego się boją, na wszystkich patrzą podejrzliwie. Rozpaczliwie poszukujących mocnych słupów, drzew czy innych elementów architektury do których można przypiąć swój rower gigantycznym kutym ze stali czołgowej U-lockiem.
Targających swoje rowery obładowane całym majdanem – sakwami, namiotami i innym dobytkiem do każdego miejsca – na pomosty, na zamek Hammershus, do Jons Kapel, wjeżdżających tym wszystkim do sklepów, wędzarni i innych przybytków.
Rozmawiając z pewną starszą Dunką w Svaneke , kiedy spytała mnie skąd jestem, odpowiedziałem, że z Polski stwierdziła – nie wyglądasz… nie masz kasku…
Przedstawię widziane tu często przeze mnie zachowania rodaków znad Wisły w kilku obrazkach podejrzanych podczas moich pobytów na tej przepięknej wyspie. To są oczywiście pojedyncze przypadki ale bardzo widoczne i wystawiające nam wszystkim świadectwo.
Obrazek 1.
Statek Jantar, Kołobrzeg. Załoga statku ładuje na rufę po specjalnym trapie rowery. Przybiega właściciel roweru, chyba jakiegoś drogiego, nie wiem nie znam się, i drze się do załogi.
– „Panie te rowery muszą stać razem!”
– A co za różnica ? pyta marynarz I tak wszystkie trzeba załadować, nigdzie ze statku nie odjadą na pełnym morzu a potem i tak wszystkie zostaną zestawione w Nexo
– Niech pan nie dyskutuje to są drogie rowery muszę je mieć na oku… I ostrożniej trochę , chyba nie chce pan płacić za tą przerzutkę! ona jest bardzo droga!
Państwo – rodzinka 4 osobowa, oczywiście cały czas siedzieli na ławce przy swoich drogich rowerach, mając je „na oku” aby im ktoś na środku Bałtyku z nimi nie spierdzielił…
Obrazek 2.
Nexo, załoga rozładowuje rowery, nagle za uchem słyszę krzyk obutej przez cały rejs w kask młodej kobiety – „Janek!!! twój rower zestawili!!!” „JAAAAnek patrz ściągają go, uważaj!!!” „Jaaaanek biegnij na dół bo zobacz tam stoi i zaraz ci go ktoś ukradnie!!!” Jaaaaaanek!!! słyszysz mnie !!!!????!!!!”…
Obrazek 3.
Wypływamy z Kołobrzegu , statek płynie dobrą godzinę, wychodzę na górny pokład, kilka par zaprawionych kolarzy twardo siedzi w swoich kaskach, pełnym rynsztunku, rękawicach kolarskich, butach SPD, i maluśkimi lusterkami przy owych kaskach. Wszystko idealnie dopasowane, założone, zapięte i gotowe do boju. Wychodzę ponownie po dwóch godzinach. Miny już znudzone, bo rejs się ciągnie, wokół woda, niebiesko, nic się nie dzieje tylko wieje, ale ubiór kaski, rękawice nadal na swoim miejscu… Jedna z kobiet nawet popija kawkę, ale nawet paska pod brodą nie odpięła. Nie może wyglądać nieprofesjonalnie…
Obrazek 4.
Jons Kapel – strome schody, 150 stopni, zakaz ruchu rowerów, para Polaków w pełnym rynsztunku ciśnie swoimi rowerami do samych schodów, tam zdziwienie – schody co teraz, zejść się nie da, no to wracamy, przecież nie zostawimy rowerów, jeszcze ktoś ukradnie…
Obrazek 5.
Parking przed Jons Kapel. Wycieczka z Polski, doskonale oznakowana – koszulki z hasłami o zdobywaniu i podbijaniu Bornholmu (coś jak rowerowy potop szwedzki), flagi zatknięte na masztach na bagażnikach, pełen rynsztunek typu gacie z lajkry , rękawice, profesjonalne kaski i co tam jeszcze. Dojeżdżają do parkingu – „a co tam jest ????” „jakieś skały????” „łeee to nie ma sensu…” „jedziemy dalej bo szkoda czasu….”
Obrazek 6.
Droga Nexo – Ronne, ponad 40 km, znalazłem przy drodze tylko dwa wyrzucone opakowania – śmieci po prostu. Jedno po wodzie Żywiec Zdrój, drugie z wielkim napisem – Marlboro – palenie zabija…
Obrazek 7.
Zamek Hammershus. Podjeżdża autobus z turystami z Polski którzy wykupili tzw. wycieczkę „objazdową” po wyspie. Wysypują się, część idzie zwiedzać. Spora grupka zasiada jednak na ławeczkach przy parkingu. Słyszę – „Idziemy tam, do góry ? A po cholerę ?, tu wszystko widać…”
Takich obrazków mógłbym przytaczać znacznie więcej. Ciekawe , że naprawdę tylko Polacy tam się tak zachowują. Jest tu cała masa Szwedów i Niemców ale nie widziałem żadnego z zatkniętą flagą na maszcie przy rowerze, czy z koszulką „Borholm Blitzkrieg” 😉 Starają się nie odróżniać od reszty, szanować zwyczaje, nie śmiecić, nie hałasować i nie absorbować otoczenia swoją obecnością, dokładnie odwrotnie niż spora część Polaków.
Dlaczego tak jest – nie wiem, jednak jeżdżąc po świecie wszędzie jest podobnie. Jak tylko mogę staram się unikać kontaktów aby mnie nie kojarzono.
Kiedyś na lotnisku w Turku w Finlandii siedzimy sobie czekając na samolot, podchodzi koleś patrzy na nas i drze mordę – POLAKI ??? NA KURWA ! TEŻ CZEKATA NA SAMOLOT ?!…
Leave a Comment