Dzisiaj chciałbym znowu włożyć mały kijek w mrowisko i zamieszczam poniżej artykuł kolegi Marcina Kałahurskiego autora strony http://gdziestrzelac.eu, dotyczący zbierania i przedstawiania tzw. startów w zawodach przed policyjnymi WPA, podczas postępowania o wydanie pozwolenia na broń w celach sportowych.

Dodam, że mam bardzo zbliżony pogląd na tą sprawę, dlatego artykuł zamieszczam w całości. Na końcu dodaję też kilka słów od siebie.

Zapraszam do lektury:

Liczba egzemplarzy broni w pozwoleniu na broń.

Każdy zorientowany w tematyce strzeleckiej, występujący o pozwolenie na broń, staje przed wyborem:

Czy pozwolenie chcemy zdobyć szybko i bezboleśnie na kilka egzemplarzy broni? Czy jednak występujemy o tyle egzemplarzy, ile chcemy docelowo posiadać i …
… rozpoczynamy drogę przez mękę.

Być może jestem w tej komfortowej sytuacji, że podlegam pod Wydział Postępowań Administracyjnych w Krakowie, gdzie niepisaną normą jest 5 jednostek na pozwolenie sportowe i 10 jednostek dla pozwolenia kolekcjonerskiego. (Oczywiście mówię tu o normie dla aktywnych sportowo strzelców.) Jednak moje plany „zbrojeniowe” wykraczają poza te 5 jednostek. Jestem strzelcem benchrest’owym i norma w postaci: pistoletu i karabinu bocznego zapłonu, pistoletu i karabinu centralnego zapłonu oraz strzelby to zdecydowanie za mało, bym mógł poza szkoleniem swoich umiejętności, poprzez czynny udział w najpopularniejszych konkurencjach strzeleckich, myśleć poważnie o dodatkowej dyscyplinie.

Logika nakazywałaby występować we wniosku o pozwolenie na broń o większą liczbę egzemplarzy, jednak rozmowy wśród strzelców w Krakowie nakłoniły mnie do zmiany podejścia. W rozmowach tych słyszę, że „nie taki diabeł straszny”, że w WPA Kraków też pracują ludzie, że nie do końca należy słuchać „katastroficznych” wizji snutych przez pewne organizacje. (Ale o tym za chwilę). Słyszę o tym. że krakowskie WPA jest obecne na zawodach, że w WPA też pracują sympatycy strzelectwa. Opinia jest taka, że należy iść do WPA, porozmawiać, złożyć wniosek i czekać na pozwolenie. Jak to będzie wyglądać w moim przypadku? Zamierzam osobiście się o tym przekonać.

Dzisiaj czytałem jeden z artykułów w sieci, który skłonił mnie do podzielenia się swoimi doświadczeniami i skomentowania przy okazji tego, co w nim przeczytałem. Cieszy mnie bardzo, że są organizacje, które dokładając starań o zmianę podejścia w kwestii unormowania zasad przyznawania pozwoleń na broń, popierają jednocześnie określony kierunek tych zmian. Niestety, muszę z przykrością stwierdzić, że niektóre z tych działań skierowane są przeciwko nam, strzelcom. Sugerują pewne rozwiązania.

Cytat z artykułu http://trybun.org.pl/2015/05/06/liczba-egzemplarzy-broni-w-pozwoleniu-na-bron/ :

„Moim zdaniem organom Policji nie tylko można, ale i kategorycznie należy odmówić prawa do żądania od wnioskodawców przedstawienia takiego materiału dowodowego, który umożliwiałby ocenę, czy wnioskując o prawo do broni określonej ilości egzemplarzy broni opierają się na obiektywnych i słusznych przesłankach, czy też jest to adekwatne do zaangażowania w sport strzelecki.”

My strzelcy, jedyne co możemy zrobić by odmówić organom prawa do żądania materiału dowodowego, to nie dostarczyć takiego materiału… i tym samym strzelić sobie w stopę. Mogę zgodzić się z tym, że ten element uznaniowości nie jest ujęty w żadne ramy czy definicje i powinien zostać prawnie uregulowany. Nieprecyzyjne sformułowania dające możliwość różnych interpretacji, nie powinny mieć miejsca w UOBiA. O ile sugestia zawarta między wierszami w powyższym cytacie daje różne możliwości interpretacji tego, co autor miał na myśli, to już strona ze świetnymi wzorami wniosków http://www.romb.org.pl/?id=58, jasno określa jak powinniśmy postąpić. Każdy, kto starał się o pozwolenie raczej nie zasugeruje posłużenia się wzorem podania o 21 sztuk jednostek broni bez złożenia odpowiednich „dowodów w sprawie”. Dlatego nie taką podpowiedź ze strony organizacji mającej sprzyjać strzelcom, bym liczył.

(Przy okazji sprostuję. Wzory autorstwa Pana Jerzego Cieśli, którego bardzo szanuję, są świetne. Zakładam, że autorem sugestii wraz z wzorami wniosków zawartej był, ktoś inny. Należy wspomnieć równie o tym, że Pan Jerzy Cieśla jest Prezesem KS Garda organizującego ligę dzięki, której można zdobyć dodatkowe komunikaty z zawodów będące „dowodami w sprawie”.)

Jestem zdania, że jeśli Cię stać i masz ochotę kupić 100 egzemplarzy broni, powinieneś mieć do tego prawo. Jednak obecna rzeczywistość prawna jest taka, że w sytuacji, kiedy chcemy uzyskać pozwolenie na broń, musimy przedstawić materiał dowodowy, na podstawie którego zostanie ocenione nasze zaangażowanie w sport strzelecki. Koniec i kropka.

Wracamy do punktu wyjścia i zarazem pytania: Zdobyć pozwolenie na broń „szybko”? Czy przejść trudną drogę prawnej potyczki i przepychanki do zdobycia wymarzonej ilości egzemplarzy? Oczywiście możemy mieć pełnomocnika prawnego, który będzie za nas walczył jak lew o nasze pozwolenie. Czy jednak dostaniemy tyle egzemplarzy, ile chcielibyśmy kupić? Czemu ma służyć taka rada? Czy dzięki temu zyskamy szybciej pozwolenie na broń?

A może jednak warto posłuchać głosu rozsądku? Wydać pieniądze nie na prawnika, tylko na trening strzelecki. Zadać sobie trud zebrania „startów” w zawodach i wystąpić o więcej niż pistolet, karabin, strzelba? Wiem jedno – nie należy słuchać bajek snutych przez mitomanów na temat uznaniowości i nierealności przy rozszerzaniu liczby egzemplarzy na pozwoleniu. O tym, że jak teraz nie zawalczymy o ilość, to później nie mamy co liczyć na rozszerzenie. Warto porozmawiać z tymi osobami, które już taką procedurę rozszerzenia przeszły, by przekonać się jak to w praktyce wygląda. Pamiętajmy, pozwolenie sportowe z definicji jest dla strzelców sportowych a nie dla osób, które chcą najłatwiej je zdobyć. Pozwolenia takie są rozszerzane o kolejne egzemplarze broni, gdy ktoś rzeczywiście czynnie uprawia ten sport.

Zdaję sobie sprawę, że są miejsca w Polsce, gdzie pozwolenie na broń otrzymuje się z odwołania. Wiem też, że decyzje odmowne nie były wydane w zgodzie z obowiązującymi przepisami. Zgodzę się też z twierdzeniem, że narzucenie zasad uznaniowości jest ciosem w pewną wolność i swobodę.

Uważam jednak, że właściciel broni powinien umieć z niej strzelać. Start w zawodach strzeleckich, w których będziemy używać broni klubowej czy też egzemplarzy użyczonych przez naszych klubowych kolegów jest dla nas cenną nauką.
Jeśli ktoś uważa, że to bezsensowne wydawanie pieniędzy, bo pozwolenie na broń jest samo w sobie dużym wydatkiem… powinien sobie odpuścić całą procedurę.

Jestem w stanie zgodzić się z tezą, że nie każdy chce być sportowcem, że pozwolenie do celów sportowych jest łatwiej zdobyć niż każde inne. A może właśnie tak być powinno? Że sportowcy mają łatwiej … bo dużo strzelają. Stwórzmy hipotetycznie dodatkową kategorię pozwoleń, np: „Do ochrony miru domowego”. Niech każdy właściciel nieruchomości ma prawo do posiadania broni. W jaki sposób skłonić taką osobę do samodoskonalenia strzeleckiego? Kto zagwarantuje nam, że taki posiadacz broni będzie jeździć na strzelnicę by potrenować?

Dzięki startom, które gromadzę w celu złożenia wraz z wnioskiem o pozwolenie na broń, nie tylko poznałem różnorodność dyscyplin strzeleckich, swoje upodobania z nimi związane, ale też zdobyłem cenne spostrzeżenia, których nie wyczytam z gazet czy Internetu. Znam już odpowiedź na pytanie typu: Uwielbiany Glock czy może Shadow’ka? (CZ75 SP-01 Shadow) . Wiem dlaczego warto wydać o 1000 zł więcej na strzelbę. Itd …

Marcin Kałahurski

Dodam jeszcze od siebie, że tak jak napisał kolega Marcin, niektórzy nawołują tu i ówdzie, żeby nie ulegać policji. Głoszą, że policji zasranym obowiązkiem jest dać pozwolenie na broń jeśli spełnia się wymogi ustawowe. Jest w tym trochę racji, bo wciąż uznaniowość policji jest zbyt duża, jednak NADAL JEST.

Jeśli ktoś chce się kopać z koniem – jego wolna wola. Niech nie robi startów, nie nosi ich do WPA, nie załącza do wniosku/podania o broń niczego oprócz absolutnego minimum. Niestety musi się też liczyć wtedy z absolutnym minimum ze strony tzw. „organu”. Pozwolenie dadzą, bo nie dać nie mogą, jeśli spełniasz wszystkie ustawowe przesłanki, ale najczęściej dostaniesz po jednej sztuce z każdego rodzaju. Jeśli to Ci wystarcza – spoko.

Jeśli nie – zastanów się mocno czy nie warto jednak się z tym koniem nie kopać, a związać mu rączki i nóżki aby fiknąć nie mógł. Załączyć do wniosku kilka – kilkanaście komunikatów z zawodów, pokazać, że startujesz regularnie, w różnych zawodach, w różnych konkurencjach. Że niezbędne jest ci kilka różnych egzemplarzy broni aby móc czynnie uczestniczyć we współzawodnictwie. Opisz dlaczego bez tych egzemplarzy nie dasz rady uprawiać danej dyscypliny, załącz kilka startów, żeby pokazać, że faktycznie to strzelasz i wtedy „organ policji” nie będzie miał wielkiego pola na uznaniowość. Ale to tylko moje zdanie, każdy zrobi jak uważa.

A teraz Panowie czekam na kolejny zmasowany atak, częstujcie się…

12 komentarzy

  1. Mateusz Kurowski

    Witaj,
    Wszystko zależy od WPA. Ja się w naszych kochanych Katowicach o kolekcjonerskie męczyłem 526 dni ( na 10 sztuk) http://www.wykop.pl/link/1568159/po-526-dniach-walki-dostalem-pozwolenie-na-bron-do-celow-kolekcjonerskich/

    A o sportowe 96 dni, nie składałem o jakąś abstrakcyjną ilość (7 sztuk, które zostało zredukowane do 4… bo nie chciałem czekać Bóg wie ile, tylko już móc z czegoś strzelać).

    I niech i nikt nie mówi, że mamy normalne WPA z którym można iść na ugody.

    Pozdrawiam Mateusz Kurowski

    Odpowiedz
    • vadim

      Na początku – kurcze cieszę się że jest jakaś konstruktywna dyskusja – dziękuję !

      Wiem że wszystko zależy od WPA, w niektórych tak jak w Olsztynie dzięki Panu Cieśli nie ma praktycznie żadnych problemów z wydaniem pozwolenia jak i z ilością (o ile ktoś nie wyskoczy z budowaniem arsenału).
      W innych jak jest przedstawia chociażby Twój przykład.
      Ja po prostu uważam, że namawianie ubiegających się po raz pierwszy o pozwolenie na broń na to by od razu szli na noże z policją bo „się należy i ch…” nie jest rozsądne.
      Wiem że są osoby dla których każda władza, każdy urząd i każdy urzędnik to zło i będą tak robić – ich wolna wola.
      Ja jednak na własnym przykładzie wiem, że jeśli dobrze poprze się swój wniosek można dostać wszystko o co się wnioskowało bez żadnego nawet zapytania z WPA o cokolwiek.
      Złożyłem wniosek, odczekałem swoje (fakt ze więcej niż przewidywał termin ustawowy) i pozwolenie dostałem na tyle na ile wnioskowałem – bez pytań, przesłuchiwań, wzywania do stawiennictwa i innych bzdetów nikomu nie potrzebnych, zabierających czas i zżerających nerwy.

      Ot tyle i aż tyle. I dobrze wiem, że gdybym napisał i nie załączył nic to pozwolenie też bym dostał, bo spełniałem wszystkie przesłanki wynikające z ustawy – ale czy dostałbym ilość na jaką pisałem – wątpię.
      Bez przepychanek, odwołań i wynajmowania prawnika pewnie by się nie obyło.
      Pozdrawiam
      Vadim

      Odpowiedz
  2. Adam Frey

    A ja powiem Ci, że zgadzam się z Tobą w 100%. Jestem na samym początku drogi, w połowie stażu w klubie sportowym. Podlegam pod Warszawskie WPA i tak naprawdę nie wiem jak to dokładnie będzie – czas pokaże. Cały czas przeglądając fora odnoszę wrażenie, że polskie środowisko strzeleckie w dużej mierze składa się z ludzi mocno sfrustrowanych, bo inaczej się tego nazwać nie da. Nie kumam po co toczyć zażarte boje z WPA. Jesteśmy krajem, w którym mimo wszystko dość łatwo (na tle innych krajów w Europie) można uzyskać pozwolenie na broń. Oczywiście, potrzeba odrobinę dobrej woli, ale musi ona pochodzić z obu stron. Przecież w WPA też pracują ludzie. Jasne, że jedni mają gorszych przełożonych, drudzy lepszych, ale to chyba nie powód, żeby nawzajem zatruwać sobie życie i rzucać się o każdy świstek papieru. Nie rozumiem.

    Odpowiedz
    • tomczyk

      Pozwolę sobie dorzucić swoje „3 grosze” do tematu: Vadim w pełni zgadzam się z Twoimi opiniami w kwestii zależności ilości startów w zawodach a ilości sztuk broni na jaką wydaje pozwolenie WPA! Skoro mają prawo decydować o tym, to faktycznie muszą mieć podstawy i wytyczne swojej „góry” i wszystko byłoby OK, gdyby nie mój przypadek, który jestem gotowy poprzeć konkretnymi dokumentami:
      1. Po niemal 1,5 rocznym strzelaniu w warszawskim klubie,
      2. Po startach w zawodach zarówno przed uzyskaniem licencji PZPS, jak i tym bardziej po jej uzyskaniu – w sumie kilkanaście startów w różnych zawodach klubowych i powszechnych na terenie W-wy i w różnych konkurencjach,
      3. Po ukończeniu specjalnego kursu instruktorskiego i kilku szkoleniach wewnętrznych ze strzelania dynamicznego,
      złożyłem wniosek o wydanie pozwolenia na 8 szt. broni, dołączając oczywiście wszystkie wymagane dokumenty oraz posiadane dokumenty: wykazy startów w postaci wydruków ze stron internetowych klubów, które je organizowały, zaświadczenia potwierdzonego przez macierzysty klub o udziale w zawodach i odbytych szkoleniach, podczas których wystrzelałem więcej amunicji niż większość przeciętnych policjantów wystrzela podczas całej swojej służby (przy statystycznych ok.15 szt. amunicji rocznie!). I co? A no na dzień dobry przedłużono mi termin wydania decyzji o miesiąc, uzasadniając to „wyjątkowo skomplikowanym charakterem sprawy” – tak z automatu i dla zasady! A dopiero potem, po kilku dniach, zażądano ode mnie protokołów startów w zawodach potwierdzonych przez przedstawicieli PZPS lub sędziego głównego albo przynajmniej prezesa klubu organizującego zawody! Pomimo, że wykazy startów dołączyłem do wniosku i tylko te z „obcych” klubów nie były potwierdzone, choć stanowiły one raptem 10% wszystkich startów! Oczywiście uzasadnieniem były zagrożony taką ilością broni „interes społeczny” oraz zapisy KPA nakładające „na organ obowiązek zbadania wszelkich okoliczności i przesłanek…”. Potraktowany zostałem przez WPA KSP co najmniej jak oszust i potencjalny przestępca, który chce wprowadzić w błąd organy państwa. Skoro WPA i tak sprawdza rejestry skazanych i wykroczeń, weryfikuje prawdziwość złożonych dokumentów i przeprowadza wywiad środowiskowy, to dlaczego, skoro nie ufa petentowi, sam nie weryfikuje u źródła informacji o startach? Ostatecznie po miesiącu przepychanek, WPA KSP samo wystąpiło do klubów o potwierdzenie moich startów i otrzymali potwierdzenie natychmiast. Najlepsze jest to że ostatecznie sami, pisemnie przyznali, że z zapisów KPA, to na organie prowadzącym postępowanie leży obowiązek takiego prowadzenia postępowania, aby wniosek petenta o ile jest kompletny i zgodny z przepisami, został rozpatrzony bez zbędnej zwłoki i w oparciu o dostarczone dokumenty.
      Ostatecznie po 70 dniach od złożenia wniosku uzyskałem pozwolenie na wnioskowane 8 szt. broni sportowej. Tyle, że moim zdaniem cała procedura na postawie dokumentów, które złożyłem powinna się zamknąć w ustawowych 30 dniach! Jestem najlepszym przykładem, że niezbadane są kaprysy urzędników w mundurach!
      Niestety czytając różne fora, dochodzę do wniosku, że niektórzy w ogóle nie powinni dostać pozwolenia, pomimo spełnienia wymogów formalnych. Nawet wprowadzenie obowiązku wyrobienia X „osobo-startów” przed złożeniem wniosku tego nie zmieni, bo same posty świadczą o tym, że są ludzie, którzy niby mogą posiadać broń, ale do tego po prostu nie dorośli! To tak jak rodzicielstwem – biologiczna zdolność do prokreacji nie oznacza dojrzałości do bycia rodzicem!
      Konkludując – zgadzając się z ogólną tezą, uważam jednak, że w dalszym ciągu, głównie za sprawą absurdalnych decyzji kierownictw poszczególnych WPA, postępowania w sprawach pozwoleń na broń obciążone są niebywałą ilością błędów, nieprawidłowości czy wręcz naruszeń prawa!
      Ze strzeleckim pozdrowieniem
      Tomek

      Odpowiedz
      • vadim

        @Tomasz
        W pełni się zgadzam z Twoimi wnioskami. Wszędzie zdarzają się patologie i Twój przypadek jest wląsnie tego najlepszym dowodem. Tak jak resztą napisałem w tym czy jednym z pozostałych tekstów uznaniowość policji jest za duża. Ale cały czas jest. Dlatego też pisałem o tym że trzeba (przynajmniej ja tak uważam) dążyć do tego aby wytrąć potencjalnemu „przeciwnikowi” argumenty z ręki. Dlatego pisałem o przedstawianiu startów.
        Ja podszedłem do sprawy troszkę inaczej we wniosku napisałem, że starty mam w formie wydruków (wszystkie były wydrukowane ze stron klubów i żadne nie był podpisany ani podpieczętowany) i zawnioskowałem na tą okoliczność o zastosowanie o zastosowanie art. 75 par. 2 kpa. świadom odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania, oraz wziąłem od kierownika klubu zaświadczenie że aktywnie biorę udział w treningach i startuję w zawodach w różnych klubach – dosłownie dwa zdania.
        Wystarczyło – żadnych pytań, dodatkowych wyjaśnień itp, ale rozpatrzenie i tak trwało dobrze ponad 2 miesiące – dlaczego ? bo tak… wnioskowałem o 9 sztuk i tyle dostałem.

        Co do drugiej części – też mam wrażenie że część wypowiadających się na forach i facebookach ludzi nigdy nie powinna dostać broni do ręki..

        Pozdrawiam i dzięki za komentarz

  3. gladiator

    Istny bełkot..Należy najpierw pozbyć się wszystkich żydowskich komunistów z tego kraju i wracamy do normalnego życia

    Odpowiedz
  4. polak

    droga do legalnego posiadania broni- to droga krzyżowa w eurokołchozie. Komuna ma się dobrze a gojami można sterować dowoli.Niewolnikom broni posiadać nie wolno. Panie Vadim..przestań pan ludzi oglupiac..legalnie w tym chorym kraju to prawie nic nieda się załatwić

    Odpowiedz
  5. spartakus

    komuniści na Madagaskar,Władza na glinianych nogach boi się uzbrojonego ludu. PiS to komuniści z krzyżem w ręku podszywający się pod prawicę. Osobiście ubiegam się już dwa lata o łaskawe zezwolenie na zakup pistoletu centralnego zapłonu pomimo że jestem czynnym członkiem PZSS i nic

    Odpowiedz

Komentarze