Nadeszła pora na opis kolejnej kamery samochodowej. Dzisiaj będzie kilka słów o rejestratorze R1050 od firmy Navitel.

Jak zwykle na początku trochę danych technicznych:

  • Procesor: MSTAR 8328
  • Sensor: SONY IMX323
  • Rozdzielczość wideo: 1920х1080 Full HD (30 fps)
  • Obiektyw: szklany, 4 warstwowy, kąt nagrywania – 165°
  • Formaty nagrywania – wideo .MP4, zdjecia .JPG
  • Długość nagrań wideo: 1/3/5 min
  • Interfejsy : mini USB
  • Obsługa kart microSD: do 64 GB
  • Nagrywanie w pętli, nadpisywanie nagrań, autostart
  • Sposób montażu: taśma 3M, magnetyczne, zasilanie podłączone do uchwytu, obrót urządzenia o 360°
  • Zasilanie: USB 2.0, DC 5V, 1.5 А
  • Bateria: Li-Pol, 180 mAh, 3.7 V
  • Kolor: czarny
  • Wymiary: 50mm х 50mm х 87mm
  • Waga: 98 g
  • Dodatki: 12 miesięczna licencja Navitel Navigator z mapą Europy, Białorusi, Kazachstanu, Rosji, Ukrainy

Co w pudełku ?

W opakowaniu znajdziemy oprócz samej kamery Navitel R1050 oczywiście, przewód zasilający z zasilaczem na 12 V, uchwyt montażowy, 2 taśmy montażowe 3m, papierzyska i voucher na 12 miesięczną subskrypcję aplikacji Navitel Navigator na smartfony.

Wygląd wykonanie, guzikologia i montaż w aucie:

Już to gdzieś widzieliście prawda ? Ano tutaj – Navitel na okrągło – test rejestratora Navitel R1000.

Navitel R1050 wyglądem zewnętrznym nie różni się kompletnie od R1000. Ta sama obudowa, ten sam układ klawiszy i gniazd.

Zatem małe „kopiuj wklej” z opisu R1000:

R1050 to niewielka „kulka”, ze spłaszczonym tyłem, gdzie znajduje się ekran LCD. Przednia część to niemal w całości szklany, czterowarstwowy obiektyw, otoczony srebrną obwódką. 

Od spodu umieszczono cztery przyciski nawigacyjne, służące do wyboru opcji i poruszania się po menu.

Na jednym z boków jest włącznik, oraz mikrofon,

na drugim, schowane pod klapką gniazdo kart pamięci microSD oraz złącze miniUSB.

Na samej górze znajduje się magnetyczny port port komunikacyjny z uchwytem mocującym kamerę do szyby samochodowej. Całość wykonano z dobrej jakości tworzywa. Rejestrator wygląda atrakcyjnie, a przy tym dyskretnie.

Uchwyt montażowy też nie jest typowy. Nietypowy kształtem i nietypowy sposobem umieszczania w nim rejestratora.

Jak widzicie na zdjęciu powyżej, uchwyt ma kształt cylindryczny, przypominający dwa połączone ze sobą obcięte stożki. Od spodu znajduje się magnetyczne złącze komunikacyjne, a wewnątrz moduł lokalizacji GPS. Zasilanie podłącza się do uchwytu, a kamerę mocuje od spodu. Zastosowane rozwiązanie, pozwala na obrót kamerą o 360 stopnie bez utraty komunikacji z zasilaniem, można poruszać nią także w ograniczonym zakresie w górę i dół .

Ten sposób łączenia z „bazą” zapewnia dobór optymalnego kąta ustawienia kamery w każdym aucie i niemal w każdym miejscu montażu na szybie samochodowej. R1050 mieszczony w uchwycie trzyma się bardzo solidnie, nie „wylata” na nierównościach, a obrót kamery wymaga pokonania pewnego oporu, nie ma zatem obaw o samoistne przemieszczanie się kamery i zmianę kąta patrzenia bez wiedzy i intencji kierowcy.

Dodam tu jeszcze, bo pojawiło się pod testem R1000 kilka komentarzy (dwa zostawiłem dla potomnych reszta wyleciała bo były niemal identyczne, z podobnego adresu IP, zamieszczone w odstępie kilku dni ) mówiące że kamera „odpada” od uchwytu na wertepach. Osobiście jeżdżę w różnym terenie, po różnych drogach . Często po leśnych, szutrach, dziurawych i wyboistych i nigdy nic takiego mi się nie przytrafiło z tą kamerą. Nigdy nie odpadła, nigdy się nie rozłączyła, tak jak to piszą dwie Panie w komentarzach, jednocześnie niby przypadkiem wspominając, że z kamerami Mio nic takiego się nie dzieje…

Kontynuując wklejkę z opisu R1000:

Co mi się osobiście nie podoba, to sposób przytwierdzania do szyby. Zastosowano mocowanie na taśmę samoprzylepną. Pomimo, że mocowanie jest bardzo pewne i solidne, to ja osobiście nie przepadam za tego typu rozwiązaniem, gdyż ogranicza to możliwość szybkiej zmiany położenia kamery na szybie, czy przemieszczania kamery pomiędzy różnymi samochodami. Zdecydowanie wolę montaż na przyssawkę. Miałoby to zapewne duży wpływ na obecnie bardzo atrakcyjny i kompaktowy wygląd tego urządzenia, niemniej wolę przyssawki (tak wiem, dziwny jestem i jak zwykle się czepiam).

Przewód zasilacza jest już standardowy, ma długość ok 3,5 metra, zakończony jest wtykiem do samochodowego gniazda 12V. Na wtyczce jest charakterystyczne podświetlone zielone logo Navitela.

Wyświetlacz i menu kamery:

Tutaj także nie zmieniło się praktycznie nic w stosunku z modelem R1000 , więc aby nie kopiować całego poprzedniego artykułu również odsyłam do linku zamieszczonego powyżej.

Jedyne zmiany to dodanie w menu dwóch opcji odpowiadających za wyświetlanie prędkości jako wygaszacza ekranu, oraz włączenia lub dezaktywacji ostrzeżeń o fotoradarach.

Funkcje dodatkowe :

Zanim przejdę do najważniejszego, czyli do tego jak to nagrywa, jeszcze słów kilka o wbudowanych w najnowszego Navitela funkcjach dodatkowych.

Po pierwsze GPS. GPS , który oprócz znanej z innych kamer funkcji nanoszenia aktualnej pozycji i prędkości na nagraniu, służy także do pokazywania prędkości i ostrzegania o fotoradarach.

Urządzenie ma wbudowaną bazę stacjonarnych fotoradarów i ostrzega przed zbliżaniem się do nich komunikatem wizualnym oraz dźwiękowym.

Jako wygaszacz ekranu pokazuje się natomiast aktualna prędkość, z jaką porusza się samochód, w którym zamontowana jest kamera.

Funkcja wyświetlania prędkości wydawać się może zwykłym „gadżetem”, ale mi osobiście się realnie przydała i przydaje dalej. Kilkanaście dni temu padł w aucie mojej szanownej małżonki czujnik prędkości. Przez ponad tydzień (czas potrzebny na zamówienie nowego i wymianę, która okazał się bardzo skomplikowana i czasochłonna, gdyż połamała się jego obudowa i część została w skrzyni biegów) auto pozbawione było prędkościomierza. Navitel R1050 służył przez ten cały czas jako wskaźnik prędkości.


W mojej karetce zaś, licznik kłamie, zawyża wskazania o ok 10 do 12 km/h. Dzięki zamontowaniu w niej kamerki Navitela mam podgląd „prawdziwej” prędkości auta, mierzonej na podstawie GPS.
Tak więc niby gadżet, a realnie może się przydać w różnych sytuacjach. Podobnie z ostrzeżeniami o fotoradarach stacjonarnych. Niby wiemy gdzie stoją, niby są oznakowane i przyznajcie sami ile razy pedał w podłogę jest wduszany w trasie bo żółta skrzynka wisiała. Nie wspomnę o tym ile czasu się później myśli – przyjdzie czy nie przyjdzie…? strzeliło, czy zdążyłem…? 🙂 Oczywiście, wystarczy jeździć zgodnie z przepisami i takich dylematów nie będzie.

Za pomocą wbudowanej w rejestrator karty WiFi, może się on połączyć ze smartfonem. Za pomocą dedykowanej aplikacji istnieje możliwość przeglądana nagrań, formatowania karty jak i podgląd w czasie rzeczywistym na to co „widzi” kamera.

R1050 posiada także wszystkie standardowe funkcjonalności tego typu sprzętu, czyli nagrywanie w pętli, autostart, tryb parkingowy i inne.

Nagrania przy świetle dziennym:

Nagrania z R1050 wg. mojego niedorozwiniętego narządu wzroku, nie różnią się prawie w ogóle od nagrań z R1000. Jakość jest wg mnie identyczna, czyli bardzo poprawna. Tablice rejestracyjne widoczne są bardzo dobrze zarówno w centrum kadru jak i skrajnie po bokach. Kolory oddane są wiernie, kontrast jest odpowiedni, temperatura barwowa poprawna. Szczerze jednak przyznam, że po sensorze Sony IMX323 spodziewałem się ciut bardziej „żywego” obrazu, niż tego z kamery R1000 (w R1000 siedzi Galaxycore GC2023). Co jednak ciekawe, pomimo, że obrazek nie jest jakiś szczególnie „urodziwy”, to zaskakująco dobrze kamera ta nagrywa pod silne słońce, oraz w scenach, z dużymi różnicami w oświetleniu (spójrz na wjazd do lasu i przebijające ostre światło poprzez drzewa). Wiele kamer wykłada się w takich warunkach i produkuje białą plamę, zbyt prześwietlając ciemne partie sceny. R1050 zachowała nawet czytelność tablic rejestracyjnych w takich warunkach, za co ogromny plus.

Nagrania po zmroku:

Na początku małe wyjaśnienie, bo zaraz będzie gadanie: ” Vadim umyj szyby zanim nagrywasz”. Otóż szyba jest czysta, tylko porysowana jak cholera. Nocne nagrania robiłem w nie swoim aucie, tylko w szrocie jaki dostałem jako zastępczy na czas naprawy mojego (długa historia 😉 ). W każdym razie, dziadostwo nazywane Oplem Astrą, które dostałem do użytkowania, nie dosyć, że śmierdzi padliną na kilometr, było brudne, jakby jeździła nim brygada  budowlańców, to jeszcze szybę ma porysowaną jakby do jej czyszczenia ktoś używał papieru ściernego. Kiedyś o tym napiszę osobny artykuł…

Ale nic to, wracam do wniosków z nagrań nocnych.

Szum minimalny, całkowicie do zaakceptowania, kontrast i ostrość  dobra. Kolory też. Balans bieli także ustawia się poprawnie, nawet na odcinkach drogi oświetlonych LED-ami. Ogólnie rzecz biorąc – bardzo fajny obrazek z tego wychodzi.  Czepiłbym się jedynie słabej widoczności tablic rejestracyjnych. W rogach kadru są kompletnie nieczytelne. Natomiast gdy poprzedzające auto jest centralnie przed kamerą, czytelność jest dobra, o ile nie pada na nie bezpośrednio ostre światło reflektorów. Jak to nazywam – efekt olśnienia – jest on tutaj spory i powstaje biała plama.

Podsumowując:

Ciekawa kamera z kilkoma unikatowymi rozwiązaniami. Dobra jakość nagrań zarówno w dzień jak i po zmroku, uzupełniona ostrzeżeniami o stacjonarnych fotoradarach, wskaźnikiem prędkości, obsługą przez smartfona i niebanalnym designem. W gratisie świetna aplikacja nawigacyjna na smartfony. To wszystko za cenę 399 złotych.

Uważam, że zdecydowanie warto zainteresować się tym rejestratorem szukając kamery do swojego auta.

Sprzęt do testów udostępniła firma Navitel



Komentarze